Artykuł ukazał się w magazynie „Nasze Akwarium” nr 105 Grudzień 2008 (wersja zmieniona i uzupełniona).

Moshi

    Artykułem tym chciałbym z jednej strony podzielić się swoimi wrażeniami z obserwacji ryb z rodzaju Petrochromis (sp. Moshi Yellow), z drugiej zaś zachęcić osoby zainteresowane do podjęcia próby zmierzenia się z mitem ryby, o której często się mówi, że swoim charakterem uniemożliwia osiągnięcie sukcesu hodowlanego i akwarystycznej satysfakcji. Nie jest moim zamierzeniem stworzenie kompendium wiedzy na temat tych ryb, ich pełnej charakterystyki, czy szczegółowego opisu zachowań w naturze i w warunkach sztucznych. Chciałbym raczej przedstawić zbiór własnych, skądinąd niewielkich jeszcze doświadczeń, połączonych z informacjami  znalezionymi w sieci i uzyskanymi od osób, które podobnie jak ja uległy urokowi tych wyjątkowych ryb. Zastrzegam przy tym, że przedstawione tezy na temat  P. sp. Moshi Yellow, nie są poparte fachową literaturą, czy badaniami doświadczonych hodowców, lecz wynikają z moich obserwacji i przemyśleń, znajdujących niekiedy potwierdzenie w opiniach innych akwarystów, do których dotarłem starając się uzyskać możliwie dużą wiedzę na temat tych ryb.     Podobnie jak wielu innych akwarystów zajmujących się hodowlą pielęgnic afrykańskich wielokrotnie przeglądałem dostępną literaturę i strony internetowe w poszukiwaniu interesujących ryb żyjących w Jeziorze Tanganika. Już kilka lat temu moją uwagę zwróciły zdjęcia masywnie zbudowanych i ciekawie ubarwionych Petrochromisów. Zwykle jednak już pierwsze zdania opisów zachowań tych ryb skutecznie mnie do nich zniechęcały. Informacje dotyczące ich niezwykłej agresywności, braku możliwości łączenia w zbiorniku kilku samców, czy nawet dwóch ryb tego samego gatunku nie mogły stanowić impulsu do ich zakupu. Podobnie mało optymistyczne były stwierdzenia o ogromnych ilościach przyjmowanego pokarmu i konieczności zapewnienia w akwarium przeznaczonym dla tych ryb wyjątkowo wydajnej filtracji, tak mechanicznej, jak i biologicznej.  Taki obraz Petrochromisów, w połączeniu z dość wysoką ceną, jaką trzeba za nie zapłacić, na dłuższy czas pozbawił mnie złudzeń, że będę miał kiedyś okazję podziwiać je w swoich akwariach. Nie znaczy to jednak, że ryby te przestały mnie interesować. W dalszym ciągu z dużą uwagą śledziłem informacje pojawiające się w środowisku polskich hodowców ryb z Jeziora Tanganika, a dotyczące Petrochromisów, przede wszystkim najbardziej popularnych P. Trewavasae. Z czasem takich wypowiedzi przybywało i w moich akwarystycznych marzeniach ponownie pojawiły się Petrochromis, choćby te najmniejsze i najłagodniejsze.     Ryby z rodzaju Petrochromis należą do endemicznych pielęgnic zamieszkujących jezioro Tanganika na całej jego powierzchni. Ze względu na warunki panujące w jeziorze przyjmuje się, że Petrochromis powinien mieć zapewnioną wodę o odczynie zasadowym i temperaturze w przedziale 24-26 st. C. W naturze ryby zamieszkują w górnych strefach litoralu skalnego, żywiąc się glonami obficie porastającymi skały i kamienie. Ich specjalizacja pokarmowa wiąże się z wykształceniem specyficznego aparatu gębowego, w którym szczególnie charakterystyczne są grube, mięsiste wargi, uzbrojone w maleńkie ząbki służące do zeskrobywania glonów. Większość swojej aktywności ryby z rodzaju Petrochromis poświęcają żerowaniu, co wynika z dużego zapotrzebowania na pokarm, a także jego niewielkiej wartości odżywczej. Wśród hodowców przeważa opinia, że Petrochromis jest rybą stadną, choć pojęcie to może być nieco mylące. W naturze spotyka się duże grupy tych ryb  wspólnie żerujących na stosunkowo niewielkiej przestrzeni, co wynika zapewne z obfitości pokarmu w danym miejscu. Z drugiej strony są to ryby terytorialne i agresywne, co sprawia, że zwłaszcza największe z nich wyznaczają swoje rewiry w znacznych odległościach od konkurentów.     W jeziorze Tanganika występuje wiele różnych odmian barwnych ryb z rodzaju Petrochromis. Według klasyfikacji Polla ryby te należą do podrodziny Tropheini. Wyróżnia się gatunki opisane (jak P. Ephippium, P. Famula, P. Fasciolatus, P. Macrognathus, P. Orthognathus, P. Polyodon i P. Trewavasae) i nieopisane – łac. species (jak P. sp. Giant, P. sp. Moshi Yellow, P. sp. Orthognathus Ikola, P. sp. Kasumbe, P. sp. Texas, P. sp. Red). Należy jednak pamiętać, że nowe gatunki w dalszym ciągu są odkrywane, toteż lista ta nie jest zamknięta. Wśród ryb z rodzaju Petrochromis niewątpliwie wyróżnia się Petrochromis sp. Moshi Yellow (przez niektórych klasyfikowany jako P. Ephippium Trewavasae), ze swoją mocną budową ciała i piękną, niezwykle charakterystyczną kolorystyką. Ubarwienie tych ryb, w różnych odcieniach koloru żółtego i pomarańczowego, zależne jest od miejsca odłowu. Ich wielkość zwykle nie przekracza 25 cm, przy czym samce są nieco większe od samic. Dorosłe samce mają też potężniejsze i bardziej wysklepione głowy i ostrzej zakończone płetwy: odbytową i grzbietową, na których zawsze występuje po kilka atrap jajowych. Samice zwykle nie mają atrap jajowych, choć zdarzają osobniki mające atrapy, zwłaszcza na płetwie grzbietowej. Najpewniejszą metodą rozróżnienia płci jest jednak, podobnie jak w przypadku wielu innych ryb z jeziora Tanganika, obserwacja brodawek płciowych, które u dojrzałych samic są wyraźnie większe i nieco ciemniejsze.     Mój akwarystyczny świat został wywrócony do góry nogami, kiedy pierwszy raz zobaczyłem pływające w akwarium stadko Petrochromis sp. Moshi Yellow. Wielu zapewne zna to uczucie, kiedy rozum mówi nie, ale akwarystyczna dusza nie daje za wygraną. Marzenia o tym, że któregoś dnia te właśnie ryby wpuszczę do jednego z moich zbiorników, mieszały się z refleksją, że  te spośród ryb z rodzaju Petrochromis, odławiane w różnych miejscach wzdłuż  wybrzeża Tanzanii, należą do szczególnie agresywnych i udana ich hodowla graniczy z niemożliwością.    

Moshi

  Samica       Nie pozostało mi więc nic innego, jak uznać, że choć być może Petrochromis sp. Moshi Yellow nie jest rybą, którą będę mógł podziwiać w swoim akwarium, warto poświęcić nieco czasu i zebrać możliwie wiele danych na jej temat. W ten sposób rozpocząłem swoje wielomiesięczne poszukiwania wszelkich informacji o tych rybach, korespondując ze znanymi mi hodowcami ryb z rodzaju Petrochromis, przeglądając dziesiątki stron internetowych, oglądając setki zdjęć  i czytając wszelkie dostępne fora (nawet wówczas, gdy język, którym posługiwali się jego uczestnicy był dla mnie całkowicie niezrozumiały i musiałem korzystać z elektronicznego tłumacza). Uzyskane w ten sposób informacje pozwoliły mi na podjęcie świadomej, jak sądzę, decyzji o zakupie pierwszych Petrochromis.     Jako pierwsze przyjechały do mnie P. Treavawasae – stadko złożone z kilkunastu sztuk sprowadzonych nie bezpośrednio z jeziora, lecz z hodowli przyjeziornej (tzw. SNZ). Następnie, zupełnie niespodziewanie, pojawiła się możliwość zakupu moich wymarzonych P. sp. Moshi Yellow, grupki kilkucentymetrowych ryb będących pierwszym pokoleniem urodzonym w warunkach domowego akwarium (tzw. F1). Natychmiast się zdecydowałem i wkrótce podróżowałem do domu samochodem załadowanym pudełkami styropianowymi wypełnionymi przyjemnie chlupoczącą zawartością. Oprócz P. sp. Moshi Yellow wiozłem ze sobą kolejne stadko kilkunastu P. Trewavasae, a także „ładunek specjalny” – trzy dorosłe P. sp. Moshi Yellow, w układzie dwa samce i jedna samica, stanowiące pozostałość po niewielkim stadku, którego liczebność na skutek wewnętrznej agresji uległa redukcji. Oczywiście zdawałem sobie sprawę z niedogodności, jakie wiązały się z zakupem dorosłych ryb w takim układzie, lecz otrzymałem je niejako w zestawie z młodymi, które tak bardzo chciałem mieć u siebie, że zdecydowałem się na ten niebezpieczny, choć jakże piękny dodatek.     Obydwa stada P. Trewavasae wraz z maluchami P. sp. Moshi Yellow znalazły się w jednym zbiorniku. Decydując się na hodowlę żółtych maluchów miałem i mam nadzieję, że ryby przyzwyczajone do małej, jak dla nich, przestrzeni, będą żyły w miarę zgodnie. Dodatkowo zakładałem, że towarzystwo większych ryb z rodzaju Petrochromis będzie tonowało ich temperamenty. Jakkolwiek moje przypuszczenia potwierdziły się, małe P. sp.  Moshi Yellow są wciąż bardzo młode i nie osiągnęły jeszcze imponujących rozmiarów, co nie pozwala na wyciągnięcie żadnych wiarygodnych wniosków co do ich zachowania w przyszłości.     Większym problemem stało się podjęcie decyzji co do rozmieszczenia dorosłych P. sp. Moshi Yellow. Znając historię tych ryb byłem pewien obaw co do możliwości połączenia ich w jednym zbiorniku i brałem pod uwagę to, że w jednym akwarium i w takim układzie prawdopodobnie nie byłbym w stanie utrzymać ich wszystkich przy życiu, ponieważ dominujący samiec nie należy do łaskawych. Niemniej postanowiłem spróbować, bacznie obserwując rozwój sytuacji. Cała trójka pływała razem ledwie kilka dni, po czym dominant rozpoczął gonitwy za pozostałymi rybami. Nie chcąc ryzykować, odłowiłem go do osobnego akwarium. Przez pewien czas samica pływała z drugim samcem, lecz po kolejnym tygodniu zdecydowała się poganiać za nim, więc ostatecznie ryby zostały rozdzielone.     Takie zachowanie pozwala na konkluzję, potwierdzoną doświadczeniami innych hodowców, że dorosłe P. sp. Moshi Yellow nie powinny być trzymane w parach, czy nawet w małych grupkach, złożonych z kilku osobników. Sądzę, że taki wniosek znalazłby potwierdzenie także wówczas, gdyby ryby te żyły wśród innych, nawet dużych ryb z rodzaju Petrochromis. W pierwszej kolejności ukierunkowują one swoją agresję na przedstawicieli własnego gatunku, a inne ryby przeganiane są niejako przy okazji. Szanse powodzenia daje natomiast małe stado złożone z jednego samca i kilku samic, choć także i w tym przypadku decydujące będą indywidualne cechy poszczególnych osobników. Myślę też, że przedstawione uwagi mają charakter ogólniejszy i odnosić je można również do innych Petrochromis, które według mnie powinny być trzymane w większych grupach, wraz z innymi równie silnymi rybami, o podobnych preferencjach pokarmowych.     

Moshi

  Dominujący samiec     Dostępna wiedza na temat zachowań różnych ryb z rodzaju Petrochromis, pomimo że są one przedmiotem zainteresowania wielu doświadczonych akwarystów na całym świecie, jest jeszcze bardzo uboga, a przekazywane informacje nie są dość szczegółowe, aby pokusić się o przedstawienie, choćby w sposób odtwórczy, skutecznej i w pełni sprawdzonej metody postępowania z tymi rybami. Wydaje mi się, na podstawie doświadczeń innych hodowców oraz własnych, że możliwe są dwa rozwiązania. Pierwsze polega na zastosowaniu znanej z hodowli innych pielęgnic afrykańskich koncepcji przerybienia, które w tym przypadku powinno być znaczne i którego naturalną konsekwencją będzie rozkład agresji pomiędzy większą liczbę osobników. Drugie rozwiązanie sprowadza się do takiego urządzenia akwarium, które zapewni wyodrębnienie rewirów i sporo kryjówek dla słabszych osobników. Nie mogą to być jednak małe groty, ale raczej wysokie skałki, stanowiące naturalne granice przestrzeni, które będą bronione przez najsilniejsze ryby. Petrochromis nie jest urodzonym mordercą. Jeśli ofiara znika mu z oczu nie szuka jej. Kontakt wzrokowy tych ryb jest podstawowym bodźcem do ataku, natomiast ryba, która ma możliwość zniknięcia z oczu nie będzie ciągle nękana. Z uwagi na wielkość tych ryb takie zorganizowanie wnętrza akwarium wymaga jednak niezwykle dużego zbiornika, znacznie przekraczającego tysiąc litrów.     Niestety nawet w większym stadzie Petrochromis sp. Moshi Yellow, żyjącym w odpowiednio przygotowanym zbiorniku, nie możemy być pewni sukcesu hodowlanego. Czytając wypowiedzi nielicznych hodowców tych ryb, trzeba zgodzić się z dominującym poglądem co do trudnego ich charakteru. Sytuacje, w których stado systematycznie się pomniejszało na skutek agresji tych ryb zdarzają się dość często. Generalny wniosek jest taki, że najlepiej trzymać je w sporym zbiorniku, w możliwie dużym stadzie, najlepiej z innymi rybami z rodzaju Petrochromis, równie dużymi (jak np. P. sp. Texas, P. Polyodon, P. Macrognathus) lub nieco mniejszymi, ale dysponującymi dużą siłą i temperamentem (jak np. P. orthognathus Ikola, P. orthognathus tricolor, P. Trewavasae, P. Famula). Możliwe jest także ich łączenie z takimi rybami jak Simochromis Diagramma, czy Limnotilapia Dardennii. Wbrew opinii rozpowszechnionej wśród akwarystów co do zalet łączenia z ze sobą ryb z rodzaju Tropheus i Petrochromis uważam, że Tropheus, pomimo podobnych upodobań kulinarnych, nie jest zbyt dobrym towarzystwem dla grupy dorosłych P. sp. Moshi Yellow. Ryby te w środowisku naturalnym żyją co prawda obok siebie, jednak warunki sztuczne, jakie zapewniamy naszym podopiecznym w akwariach są zdecydowanie inne. Mam na myśli przede wszystkim problem związany z koniecznością obfitego karmienia tych ryb, które przyjmują znacznie większe ilości pokarmu niż ryby z rodzaju Tropheus. Te ostatnie mogą być narażone na problemy związane z otłuszczeniem i szybkim, nienaturalnym przyrostem masy. Dość powiedzieć, że dorosły P. Moshi jest w stanie połknąć namoczony granulat mieszczący się na łyżeczce do herbaty. Połączenie takie mogłoby się sprawdzić w przypadku niektórych mniejszych Petrochromis, jak np. P. Trewavasae, czy P. Famula.      

Moshi

Ubarwienie głowy samca chwilę po przegranym „pojedynku”  
    Po kilku tygodniach zdecydowałem się powiększyć grupę P. sp. Moshi Yellow i kupiłem stadko ryb z odłowu. Pomimo, że ryby wyglądały zdrowo i odbyły już trzytygodniową kwarantannę po przylocie z Afryki zdawałem sobie sprawę z tego, że nowe ryby wymagają szczególnej troski w trakcie aklimatyzacji i szybkie połączenie ich z moimi „starymi” Petrochromis, w pełni zaadaptowanymi do warunków sztucznych, może skończyć się tragicznie. Poza tym ryby, które przyjechały później były przynajmniej o kilka centymetrów mniejsze. Chciałem więc, aby zaaklimatyzowały się nowych warunkach i nabrały sił, zanim zmierzą się z rzeczywistością związaną z obecnością potencjalnie silniejszych i dominujących ryb. Nie bez znaczenia było także i to, że wprowadzając nowe ryby, zwłaszcza pochodzące z odłowu, musiałem liczyć się z możliwością wystąpienia w ciągu pierwszych kilku tygodni problemów zdrowotnych.
    Myślę, że decyzja pozostawienia nowych ryb w osobnym zbiorniku była uzasadniona także dlatego, że odłowione ryby nie zawsze i nie jednakowo szybko uczą się przyjmowania sztucznego pokarmu. Ta zasada potwierdziła się w przypadku moich Petrochromis. Niestety nie ma chyba jednej dobrej i w pełni skutecznej metody, bowiem w pierwszym okresie poszczególne osobniki pobierają różny rodzaj pokarmu i dogodzenie im wszystkim podczas każdego posiłku jest nie lada wyzwaniem. Przykładem może być jedna z moich samic, która przez blisko miesiąc nie wykazywała żadnego zainteresowania pokarmami w płatkach, czy w granulacie, natomiast z pasją zajadała się tabletkami, ale tylko pochodzącymi od jednego producenta. Inna ryba, nie chcąc jeść tabletek, ani granulatu, upodobała sobie płatki, lecz także tylko jeden ich rodzaj, wypluwając pozostałe. Niestety część ryb nie pobierała żadnego sztucznego pokarmu, ograniczając się do obgryzania kamieni. Większość z nich, staraniem moim i samych zainteresowanych, ten okres ma już za sobą i w ciągu kilku tygodni zaakceptowała niemal wszystkie proponowane im pokarmy.
    Należy jednak pamiętać, że osiągnięcie takiego stanu wymaga ze strony akwarysty nieco zaangażowania i inwencji, a przede wszystkich dużo cierpliwości. Niewątpliwie większą łatwość adaptacyjną w zakresie przyjmowania pokarmu mają osobniki młode, choć nie jest to reguła bez wyjątków. Pierwszy okres po wpuszczeniu ryb do zbiornika jest szczególnie istotny, bowiem ryby, oprócz ogólnego osłabienia i stresu związanego z odłowem, podróżą i aklimatyzacją w nowym środowisku, zwykle mają spory deficyt pokarmowy, którego, nie umiejąc jeść pokarmów sztucznych, nie są w stanie szybko uzupełnić. Problemu żywienia nie da się rozwiązać jednoczesnym podawaniem wielu różnych pokarmów w znacznych ilościach tak, aby każda ryba dostała coś co przypadnie jej do gustu. Akwarium to nie stół, z którego bez wysiłku można zabrać niezjedzone, czy nienaruszone półmiski z jedzeniem. Trudno o taki system filtracyjny, który pozwoliłby na szybkie oczyszczenie zbiornika z resztek pokarmu i neutralizację szkodliwych substancji. Częsta ingerencja związana z „odkurzaniem”  dna z pewnością nie pomoże nowym rybom w szybkiej aklimatyzacji. Podobnie podmiany wody, które – choć w przypadku Petrochromisów są wyjątkowo konieczne – nie mogą przekroczyć rozsądnych granic, gdyż może to prowadzić do destabilizacji parametrów wody i potęgowaniu stresu ryb, którym chcemy przecież ułatwić adaptację do życia w nowym domu. Działania związane z nauką przyjmowania pokarmu powinny więc być spokojne i dokładnie przemyślane. Nie musimy się bardzo spieszyć. Dorosły P. sp. Moshi Yellow, który nie jest nadmiernie wychudzony potrafi przetrwać dwa – trzy tygodnie bez widocznego ubytku masy. Niestety nie wszystkie ryby pomyślnie przejdą tą drogę. Znam co najmniej kilka przypadków, w których pojedyncze osobniki nie zdołały przystosować się do sztucznego pokarmu nawet w ciągu kilkunastu tygodni, co oczywiście kończyło się ich śmiercią. Szanse przeżycia w takim przypadku zwiększają się, o ile ryby żerują na kamieniach w akwarium. Wówczas okres, w którym zachowują względnie dobrą formę jest dłuższy. Taki sposób odżywiania nie może jednak zaspokoić ich potrzeb, ponieważ ten rodzaj pokarmu pobierają także pozostałe osobniki żyjące w akwarium. Ulubionym zajęciem wszystkich ryb z rodzaju Petrochromis jest skubanie glonów porastających wnętrze zbiornika, co oznacza, że dla tych spośród nich, dla których jest to jedyny sposób zdobywania pożywienia ilość tego pokarmu nigdy nie będzie wystarczająca. Także w moim stadzie wystąpiły komplikacje związane z tym, że dwie ryby miały poważne problemy z przystosowaniem się do pobierania pokarmu sztucznego. Jedna z nich była aktywna i dużo czasu spędzała na poszukiwaniu pokarmu porastającego skałki. Po kilku miesiącach, w trakcie których nastąpił istotny ubytek masy, ryba przystosowała się do nowego pokarmu. Druga natomiast od początku nie prezentowała takich zachowań, co skończyło się jej śmiercią po pięciu tygodniach.  Przypuszczam, że poza brakiem zainteresowania sztucznym pokarmem, musiała istnieć jakaś inna przyczyna, która sprawiła, że ryba nie podjęła żerowania w akwarium. Być może pewną wskazówką było lekkie jej wychudzenie już w momencie przylotu do Polski. Odpowiedzi na to pytanie pozostaje jednak niewiadomą. 
    Nie mogąc zapewnić moim Petrochromis takiej przestrzeni, jaką według mnie powinny dysponować, zdecydowałem się na wariant przerybionego zbiornika, co oznaczało konieczność zwiększenia obsady. Wybór padł na P. orthognathus Ikola. Udało mi się zdobyć stadko złożone z dziewięciu sztuk. Ryby te pochodzą z odłowu, lecz żyły w warunkach sztucznych ponad rok, co stanowiło potencjalne ułatwienie w trakcie aklimatyzacji.

Ikola

P. orthognathus Ikola – dobre towarzystwo dla P. sp. Moshi Yellow      Chciałem tak zorganizować całe przedsięwzięcie, aby wszystkie ryby połączyć jednego dnia. W przypadku agresywnych i mocno terytorialnych ryb, do których należą Petrochromis, wprowadzanie nowych, zwłaszcza dorosłych ryb, zawsze wiąże się z bardzo dużym ryzykiem, że nie będą one zaakceptowane i zostaną zabite przez ryby, które podzieliły pomiędzy siebie przestrzeń w jakiej przyszło im żyć. W ten sposób do zbiornika ze stadkiem P. sp. Moshi Yellow wpuściłem jednocześnie grupę P. orthognathus Ikola i trzy sztuki „starych” P. sp. Moshi Yellow. W akwarium tym znalazło się kilkanaście największych spośród moich P. Trewavasae, które miały dodatkowo zagęścić obsadę, oczywiście w celu rozproszenia spodziewanej agresji, zwłaszcza ze strony P. sp. Moshi Yellow.
    Połączenie wszystkich ryb przebiegło bardzo spokojnie. Pierwsze dni upłynęły na „spotkaniach zapoznawczych” i delikatnych przepychankach związanych z utratą rewirów objętych wcześniej przez dwa samce P. sp. Moshi Yellow i obejmowaniem ich przez dwa inne, większe samce ze „starej” grupy. Pozostałe ryby rozproszyły się po całym zbiorniku. Wśród P. sp. Moshi Yellow, podobnie jak u innych Petrochromis trudny charakter to przede wszystkim cecha samców, które swoich przeciwników traktują znacznie brutalniej niż samice. Jakkolwiek znane są historie, kiedy to samica dominowała w zbiorniku i powodowała śmierć zdominowanych osobników obojga płci, w trakcie mojej krótkiej przygody z tymi rybami taka sytuacja nigdy nie miała miejsca. Agresja samic nigdy nie przybrała takich rozmiarów jak to ma miejsce w przypadku samców i nie stanowiła zagrożenia dla życia atakowanych ryb. Dotyczy to nie tylko ryb z gatunku P. sp. Moshi Yellow, ale także innych Petrochromis, które mam okazję obserwować. Samice, co oczywiste, są także mniej przywiązane do rewirów, o które z reguły nie walczą. Nie znaczy to jednak, że samice tworzą ławicę pływającą po całym zbiorniku, gdyż także one, poza okresem karmienia, przebywają w wybranych miejscach, zwykle z dala od najagresywniejszych samców. Co ciekawe, samiec P. sp. Moshi Yellow pływający z młodymi rybami swojego gatunku nie stanowi dla nich żadnego zagrożenia, jednak wpuszczenie samicy powoduje diametralną zmianę takiego stanu. Samiec natychmiast rozpoczyna „taniec godowy” wokół samicy, niezwykle agresywnie odganiając małe, kilkucentymetrowe ryby.

Moshi

Dorosły samiec w towarzystwie młodych          Stabilizacja i względny spokój w akwarium trwały do czasu, gdy dominujący samiec P. sp. Moshi Yellow zapragnął odbyć tarło z największą z samic. Przygotowania do tarła trwały około trzech dni. W ciągu dwóch pierwszych zajmował się tym samiec, który koncentrował swoją uwagę na urządzeniu miejsca tarła, skutecznie usuwając przeszkody. Od czasu do czasu podpływał do samicy, wabiąc ją w wybrane przez siebie miejsce. Ona jednak początkowo okazywała całkowity brak zainteresowania. Trzeciego dnia można było zauważyć powiększające się pokładełko samicy. Samiec oczywiście z godziny na godzinę stawał się coraz bardziej pobudzony i agresywny. Co ciekawe, w drugim końcu akwarium drugi z samców również rozpoczął budowanie miejsca pod tarło i zaloty. Wyglądało to naprawdę pięknie, gdy samica przebywając w środkowej części zbiornika była uwodzona z dwóch stron jednocześnie. O ile jednak zaloty większego z samców cieszyły się coraz większym zainteresowaniem samicy, o tyle mniejszy był przez nią kompletnie ignorowany. Pod wieczór trzeciego dnia rozpoczęło się tarło. Ryby przybrały intensywne, cytrynowożółte ubarwienie, a ich oczy kilkakrotnie zmieniały kolory, stając się chwilami niemal całkowicie czarne. W kilku miejscach na ciele tarlaków (a zwłaszcza w okolicach głowy) pojawiły się niewielkie, czarne przebarwienia, zupełnie niewidoczne poza okresem tarła. Po mniej więcej godzinnym krążeniu wokół wykopanego dołka, wachlowaniu ciałami i odganianiu intruzów para przystąpiła do sedna sprawy. Samica składała po jednym ziarenku ikry, przy czym wyglądało to w ten sposób, że w ciągu kilku minut wypuściła trzy – cztery ziarna, po czym następowała kilkunastominutowa przerwa, choć ryby w dalszym ciągu krążyły wokół siebie w charakterystyczny sposób. Od czasu do czasu samiec przeganiał inne ryby, zdecydowanie koncentrując się na przedstawicielach własnego gatunku. Inne Petrochromis, a zwłaszcza najmniejsze z nich nie były przedmiotem ataków nawet, gdy zbliżyły się na odległość kilkunastu centymetrów od miejsca tarła. Składanie ikry trwało łącznie około godziny, po czym samica udała się w ustronne miejsce. Samiec przez dłuższy czas był jeszcze mocno pobudzony i agresywny.  

Moshi

Tarło        Dla samicy rozpoczął się okres inkubacji. Pomimo, że ziarna ikry P. sp. Moshi Yellow są dość znacznych rozmiarów i jest ich zwykle około kilkunastu, często nawet podczas długotrwałej obserwacji nie jesteśmy w stanie dostrzec jej w pyszczku samicy, która pilnie strzeże swojej tajemnicy. Nie jest więc łatwo kontrolować, czy samica w dalszym ciągu inkubuje, czy może z jakichś powodów utraciła ikrę. Wynika to z faktu, że przestrzeń, w której znajduje się ikra jest naprawdę duża. Przekonałem się o tym osobiście. Zanurzając rękę w akwarium z P. sp. Moshi Yellow możemy być pewni, że ryby ochoczo przystąpią do jej skubania. Któregoś dnia, karmiąc ryby zauważyłem, że jeden z większych osobników złapał mnie za palec w ten sposób, że znaczna jego część zniknęła w pyszczku ryby. Dysponując tak przestronnym inkubatorem nie może dziwić, że samica nie ma wypukłego podgardla, tak charakterystycznego dla większości przedstawicieli Tropheini. Najlepszym sposobem przekonania się o tym, czy samica inkubuje jest uważna jej obserwacja. Zwykle przebywa ona przez większość czasu w jakiejś grocie, czy w innym zacisznym miejscu, nie angażując się w życie towarzyskie akwarium. Z upływem czasu można zauważyć jak samica odgania ryby z wybranego przez siebie miejsca, a którym prawdopodobnie zamierza wypuścić młode na pierwsze spacery. Dobrą metodą jest także podglądanie samicy w czasie karmienia. Kiedy wszystkie ryby rzucają się na pokarm z szeroko otwartymi pyszczkami, samica nosząca ikrę zachowuje się inaczej, delikatnie otwierając wargi i chwytając co mniejsze okruchy lub skubiąc tabletki w taki sposób, jakby chciała ukryć ubytki w uzębieniu. Z czasem samica zaczyna pobierać nieco więcej pokarmu, nie ograniczając się tylko do połykania małych drobinek. Przez cały czas inkubacji samica wykonuje ruchy pyszczkiem (przypominające żucie gumy), w czasie których prawdopodobnie dochodzi do przemieszczania się ziaren ikry w worku gardłowym. Obserwując samicę uważnie także w ten sposób możemy przekonać się o tym, czy inkubacja jest kontynuowana.

Moshi

Inkubująca samica

Inkubująca samica w pierwszych dniach po tarle nie jest atakowana przez samca. Z czasem jednak sytuacja ulega zmianie i musi ona odpierać ataki i zaloty ze strony innych ryb. Pomimo tego, że samice P. sp. Moshi Yellow są wyjątkowo troskliwymi mamami w sytuacji zagrożenia, czy stresu mogą połknąć ikrę.  Moim zdaniem, chcąc mieć pewność, że samica zdoła donosić młode, należy ją odłowić do innego akwarium, choć niestety wiąże się to z ryzykiem związanym z jej ponownym wpuszczeniem, jak również z zachwianiem ustalonej w zbiorniku hierarchii. O ile jednak konsekwencje grożące w przyszłości samicy są naprawdę poważne i trudne do uniknięcia, o tyle przy sporym zagęszczeniu zbiornika brak jednej ryby nie musi oznaczać komplikacji, zwłaszcza gdy odławiana ryba nie należy do osobników dominujących w akwarium. 
Dorosła samica nie zostaje matką zbyt często. Jej gotowość odbycia tarła można zaobserwować dwu – trzykrotnie w ciągu roku. Wynika to zapewne z faktu, że po zakończonej inkubacji samica jest dość mocno wychudzona i trochę czasu upłynie zanim wyrówna ubytek masy i powróci do pełni sił. Dopiero wówczas „świadoma praw i obowiązków” samica decyduje się na ponowne macierzyństwo. Nieco inaczej jest, gdy samica połknie ikrę w trakcie inkubacji. W takiej sytuacji gotowość do kolejnego tarła pojawia się już po kilku tygodniach. Niewątpliwie czynnikiem stymulującym samicę do odbycia tarła jest obecność w zbiorniku dojrzałego samca. Moje obserwacje wskazują jednak na to, że wysunięte pokładełko możemy dostrzec także wówczas, gdy w akwarium nie ma żadnego dorosłego samca. Widok samotnej samicy P. sp. Moshi Yellow gotowej do tarła skłonił mnie swego czasu do wpuszczenia samca, który z powodu agresji został jakiś czas wcześniej przeniesiony do innego zbiornika. Początkowo samiec był nieco zestresowany przenosinami, a zwłaszcza gorącym przyjęciem przez samicę, która w sposób typowy raczej dla samców krążyła wokół niego trzęsąc całym ciałem i zachęcając do odbycia tarła. Bierność samca wywołała dość zaskakujące zachowanie samicy, która rozpoczęła „taniec godowy” w towarzystwie pięciocentymetrowego samczyka (czterokrotnie mniejszego od samicy). Wyglądało to mniej więcej w ten sposób, że ryby wykonywały kółeczko, po czym samica goniła malca, ten po chwili wracał i „para” ponawiała rytuał. Nie wiem, czy młody samczyk zdawał sobie sprawę z tego co czyni, czy było to zachowanie czysto instynktowne. Po kilku godzinach, kiedy dorosły samiec przypomniał sobie jaką rolę ma do spełnienia, ryby wytarły się pod osłoną nocy. Miesiąc później cieszyłem się widokiem pierwszych, urodzonych w moim zbiorniku P. sp. Moshi Yellow.
 

Moshi

Narybek (kilka dni po wypuszczeniu przez samicę)     Maluchy wypuszczane są po około trzech tygodniach, mając wówczas około jednego centymetra długości. W ciągu następnych kilku dni stopniowo się usamodzielniają. Samica z wielkim zaangażowaniem pilnuje młodych, broniąc ich przed niebezpieczeństwami i często chwytając je do pyszczka. Jednak już po kilku dniach rybki są na tyle duże, że przestają się mieścić i można zaobserwować piękny widok, kiedy z pomiędzy rozchylonych warg samicy wystają małe ogonki. Z czasem maluchy coraz chętniej umykają zrozpaczonej mamie, która bezskutecznie próbuje je złapać między kamieniami. W pierwszym okresie młode P. sp. Moshi Yellow są ciemno ubarwione i niczym nie przypominają swoich pięknych rodziców. Z czasem jaśnieją i przybierają kolor srebrzysty, a następnie pojawia się oczekiwany kolor żółty. W kolejnych miesiącach dość często można zaobserwować zmiany ubarwienia, związane z nastrojem, czy pozycją w stadzie. Ryby zdominowane zwykle są ciemniejsze, a najsilniejsze z maluchów trwale przybierają żółto złote barwy. Ubarwienie pozostałych kilkumiesięcznych ryb jest srebrzyste z ledwie dostrzegalnym żółtym połyskiem. Co ciekawe w pierwszym okresie młode P. sp. Moshi Yellow są bardzo zadziorne, a podczas walk silniejszym osobnikom pokazują się ciemne „maski” na głowach, zapewne w celu zrobienia odpowiedniego wrażenia na przeciwniku. Na szczęście w tym wieku nie są jeszcze w stanie zrobić sobie żadnej krzywdy.
    Młode P. sp. Moshi Yellow w pierwszym okresie życia rosną dość szybko. Po dwóch miesiącach mierzą one około dwa i pół centymetra, a po pięciu miesiącach osiągają wielkość dwukrotnie większą. W późniejszym okresie wzrost następuje wolniej, gdyż w wieku dziesięciu miesięcy największe spośród nich mają około siedmiu centymetrów. Największe spośród moich blisko półtorarocznych ryb mierzą dwanaście centymetrów. Do dojrzałości jeszcze bardzo długa droga, ponieważ z moich obserwacji wynika, że zachowania rozrodcze (połączone z możliwością przystąpienia do tarła) pojawiają się u osobników wielkości około piętnastu centymetrów. Moje dorosłe ryby pochodzą z odłowu i trudno jest oszacować ich wiek, natomiast najstarsze z ryb urodzonych w akwarium  mają niecałe półtora roku. Tempo wzrostu maluchów wskazuje, że dojrzałość płciową osiągną one nie wcześniej jak w wieku dwóch lat, a może nawet nieco później.

Moshi

Dorosłe samice z młodymi w wieku około roku

    Ciekawą sprawą jest ubarwienie dorosłych P. sp. Moshi Yellow. Zwykle mamy okazję oglądać zdjęcia pięknie wybarwionych ryb, w kolorze cytrynowożółtym, czy złocistopomarańczowym. Pierwsze z nich zwykle odławiane są w rejonie Mahale, czy Mabilibili, a drugie kojarzone są z Przylądkiem Mpimbwe. W rzeczywistości w różnych miejscach wzdłuż tanzańskiego wybrzeża Jeziora Tanganika odławiane są ryby różnie ubarwione, a więc i takie, których ubarwienie przyjmuje różne odcienie koloru żółtego, jak i takie, których ubarwienie jest żółto – szare. Niektóre osobniki bywają całkowicie szare. Na przykładzie własnych ryb mogę stwierdzić, że różnorodność ubarwienia jest na tyle widoczna, że pozwala w dość łatwy sposób rozpoznać poszczególne osobniki. Poza tym P. sp. Moshi Yellow zmienia kolor w zależności od stanu, w jakim znajduje się w danym momencie, jak i zajmowanej pozycji w stadzie. Zwykle intensywniejsze ubarwienie mają osobniki dominujące, zajmujące najwyższe miejsca w hierarchii istniejącej w stadzie, podczas gdy słabsze ryby nie prezentują się tak imponująco. Opisywane są także przypadki, w których ryby, po przywiezieniu z Afryki miały intensywnie żółty kolor, a po wielu miesiącach spędzonych w akwarium traciły piękne ubarwienie. Nie dotarłem jednak do wiarygodnych informacji na temat przyczyn zmian ubarwienia P. sp. Moshi Yellow, a moje stosunkowo niewielkie doświadczenie w hodowli tych ryb nie pozwala na formułowanie jakichkolwiek wniosków w tym zakresie. Najstarsze spośród ryb, które pływają w moim zbiorniku zostały odłowione około półtora roku temu i jak dotąd nie zaobserwowałem u nich zmiany ubarwienia.  
    Na koniec chciałbym zwrócić uwagę na problem jakości wody w zbiorniku zasiedlonym przez stado dorosłych ryb z rodzaju Petrochromis. Ryby te przyjmują naprawdę duże ilości pokarmu, produkując mnóstwo nieczystości. Konieczność zapewnienia nadfiltracji jest w tym przypadku czymś absolutnie oczywistym.  Moje akwarium obsługują dwa zewnętrzne filtry kubełkowe i dwie głowice umieszczone wewnątrz zbiornika z dołączonymi gąbkami. Co ważne, gąbki te powinny być gruboziarniste, ponieważ inne szybko się zapchają, zmniejszając wydajność filtracji mechanicznej. Na rurkach zasysających wodę do filtrów zewnętrznych warto zastosować prefiltry, które zatrzymują większe zanieczyszczenia i kawałki pokarmu. Zaletą tego rozwiązania jest mniejsze zanieczyszczenie złóż filtracyjnych w kubełkach oraz stworzenie dodatkowego miejsca żerowania dla Petrochromis, które bardzo chętnie wykorzystują gąbki jako miejsce poszukiwania pokarmu. Wadą natomiast jest konieczność dość częstego płukania prefiltrów (w swoich akwariach robię to raz na dwa tygodnie).
    W akwarium z dużymi Petrochromisami istnieje też potrzeba intensywnego natleniania wody. W moim zbiorniku początkowo funkcję tą pełniła jedynie deszczownica umieszczona na wylocie jednego z filtrów zewnętrznych. Rozwiązanie to okazało się jednak niewystarczające, co mogłem stwierdzić obserwując przyśpieszony oddech ryb. Dołożyłem więc dużą kostkę napowietrzająca połączoną z pompką, a okresowo wykorzystuję dyfuzor. Niezależnie od istniejącej w akwarium filtracji stosuję podmiany wody, które robię średnio co siedem dni, wymieniając około dwadzieścia procent wody.    

____________________________________________________________________     Rozpoczynając przygodę z Petrochromis byłem pełen obaw. Dotyczyło to zwłaszcza P. sp. Moshi Yellow. Zdawałem sobie sprawę z tego, że są to ryby nieprzewidywalne, co potwierdzały relacje hodowców tych ryb z całego świata. Niejednokrotnie zdarzało się, że ryby te, nawet po pewnym okresie względnie spokojnego funkcjonowania, potrafiły doprowadzić do sytuacji, w której kolejne osobniki ginęły wskutek agresji innych. Z opisów, do których udało mi się dotrzeć wynika, że takie zachowanie bywa rezultatem jednego impulsu, jak np. odłowienie inkubującej samicy, czy śmierć osobnika zajmującego określone miejsce w hierarchii. Mam wrażenie, że nie jesteśmy w stanie tego kontrolować. Oczywiście opisywane są także przypadki, w których hodowcom udało się utrzymać te ryby, rozmnożyć je i poza stadem odłowów cieszą się maluchami. Wydaje mi się, że jest to wynik kilku czynników, a w tym: dużego akwarium, szczęścia w doborze ryb i mnóstwa czasu poświęconego na ich obserwacje.
    Decydując się na zakup P. sp. Moshi Yellow podejmujemy pewne ryzyko i powinniśmy być tego świadomi. Ryby te wymagają ciągłej uwagi i kontrolowania ich zachowań, w celu zmniejszenia niebezpieczeństwa zaburzenia istniejącego status quo. Hodując ryby z rodzaju Petrochromis nie da się uniknąć sporego nakładu pracy, związanego z przygotowaniem odpowiedniego akwarium, kontrolą parametrów wody, nadzorowaniem pracy systemu filtracyjnego (stałym utrzymywaniem dużej jego wydajności), obfitym i jednocześnie rozsądnym karmieniem, częstymi podmianami wody. Wysiłek ten jest wynagradzany urodą tych ryb i całą gamą fascynujących zachowań. Petrochromis sp. Moshi Yellow jest nie tylko jedną z najpiękniejszych pielęgnic jeziora Tanganika, lecz może stać się obiektem niezwykle interesujących obserwacji, których namiastkę starałem się przedstawić pisząc ten artykuł.


P.S. Zainteresowanych zachęcam do obejrzenia filmów i zdjęć przedstawiających te jakże piękne ryby.
http://klub-tanganika.pl/forum/album_cat.php?cat_id=59
http://klub-tanganika.pl/index.php?option=com_ponygallery&Itemid=50&func=viewcategory&catid=21
http://www.suephoto.pl/index.php/galeria/index/5/299
http://www.suephoto.pl/index.php/galeria/index/5/132
http://www.youtube.com/watch?v=JkIZ_wo6QW0
http://www.youtube.com/watch?v=QhhkotLnDjU&feature=channel
http://www.youtube.com/watch?v=0Sn7sOZP4BE&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=P2yLsaD3rug
http://www.youtube.com/watch?v=bhoXq4u6fOg

Warszawa, 10 września 2008 r.
 

Komentowanie wyłączone.

Poprzedni wpis
«
error: kopiowanie zabronione